sobota, 21 października 2017

Prorok Codzienny

News>wywiad


Chistopher Selwyn
"O strachu, niebezpieczeństwie i Ministerstwie Magii"


_________________________________________

Christopher Selwyn
     Christopher Selwyn, wiceszef Departamentu Edukacji, kilka miesięcy temu padł ofiarą porywaczy. On i jego żona przez półtora miesiąca nie dawali znaku życia. Dla opinii publicznej najbardziej zastanawiającym był fakt, że wydarzenie to miało miejsce kiedy w Ministerstwie Magii rozpętała się dyskusja na temat zajęć mugoloznawstwa, a co za tym idzie dzisiejszej roli osób niemagicznych w społeczeństwie czarodziejów.
Po wielu próbach i miesiącach oczekiwań Christopher Selwyn pragnie przełamać zmowę milczenia i publicznie wyjaśnić przebieg całego zdarzenia, późniejszego śledztwa, a także wyjawić czy powinniśmy obawiać się najgorszego... 

"Jest to sprawa ogromnej wagi, ponieważ moje porwanie było niejakim zamachem na ministerstwo" - Christopher Selwyn dla Proroka Codziennego
Pracownik redakcji: Dzień dobry panie Selwyn. Jestem szczególnie zadowolona, że zgodził się pan w końcu na rozmowę z naszą gazetą.
Christopher Selwyn: Od początku wiedziałem, że muszę o wszystkim opowiedzieć, jednak uporządkowanie całej sprawy zajęło sporo czasu. Musiałem także skonsultować wszystko z moimi przyłożonymi, ponieważ porwanie mnie i mojej żony miało wiele wspólnego z działaniami ministerstwa Magii.
PR: A więc rzeczywiście! Niesłychane... Skoro wspomniał już pan o swojej żonie Hiacyncie. Czy ona również uważa za dobry  pomysł na ten wywiad?
CS: Przyznam że z początku była bardzo sceptyczna. Nie chciała narażać mnie i całej rodziny na publiczną ocenę.  Nasza córka chodzi jeszcze do szkoły, większość krewnych pracuje w ministerstwie... Oboje baliśmy się nierzetelnego wywiadu, dlatego  długo ubiegałem się u redakcji Proroka o konieczność autoryzacji. Dzięki temu możemy dziś spokojnie porozmawiać.
PR: ...
CS: Całe zdarzenia z naszym porwaniem nie wpłynęło dobrze na moja żonę, ale jest pod opieką rodziny i lekarzy. To delikatna kobieta.
PR: I na pewno nie jest wilkołakiem jak podawały ostatnio niektóre osoby?
CS: (śmiech) Oczywiście, że nie. To jakiś dziwny wymysł. Te wszystkie informacje, jakieś rzekome listy były zafałszowane.
PR: W takim razie...Może przejdziemy już do sedna. Co takiego wydarzyło się w Dolinie Glen Coe?
CS: Razem z żoną wybraliśmy się jesienią na tygodniowy urlop. Planowaliśmy to od dawna. Niestety niefortunnie jego termin pokrył się z dyskusją na temat obowiązku mugoloznawstwa w Hogwarcie. Ci który mówią, że próbowałem uciec od tematu są w dużym błędzie. Chciałbym przypomnieć że jako wiceszef mam nad sobą szefa Wydziału Edukacji [Delmar Mobley - red.] i to on wyraził zgodę na mój wyjazd biorąc na siebie cały wydział.
PR: Jednak po pana zaginięciu wstrzymano wszelkie prace. Czy ministerstwo chciało zamieść sprawę pod dywan przy pierwszej sposobności?
CS: Nie sądzę. Po prostu...szok związany z tym zaginięciem i domniemanie przyczyn sprawiło że prace Komisji zawieszony.
PR: O którym domniemaniu pan mówi?
CS: Chodzi o powiązanie całej sprawy z przeciwnikami mugoli, a ściślej mówiąc mugoloznawstwa. Chociaż brzmi to trywialnie kryje się za tym coś bardzo niepokojącego.
Kiedy przebywaliśmy w Glen Coe urządzaliśmy z żoną wędrówki w góry. Nocowaliśmy w tamtejszym pensjonacie Był prowadzony przez mugoli, ale często pomieszkują tam czarodziej, już wcześniej tam bywałem. Jednego wieczoru postanowiliśmy zanocować jednak na łonie natury. Jak się później okazało była to fatalna decyzja. Obudziliśmy się w zupełnie innym miejscu. Nie byliśmy skrępowani Myślałem że to napaść po prostu rabunkowa, ale... zastanawiało mnie to, że chociaż rzuciłem zaklęcie zwodzące...ktoś nas odnalazł więc na pewno nie byli to mugole.  Zamknięto nas w jakiejś piwnicy z małym okienkiem, oczywiście nie dało się przez nie wydostać.
PR: Kim byli ci porywacze?
CS: Tego nie wiem, bo nigdy nikt z nich nie pokazał twarzy.
Zaraz gdy się ocknęliśmy ktoś zszedł na dół. Były to dwie, zamaskowane osoby, nie dało się też rozpoznać konkretnych głosów.
PR: Czego od was chcieli?
CS: Nie mogli należeć do żadnej dobrze zorganizowanej grupy...tak myślę. (chwila ciszy) Gdyby tak było nie popełniliby tylu błędów.
Wydaje mi się, że nasłuchali się sporo o tym, że mam podobno antymugolskie poglądy...
PR: A ma pan?
CS: Nie, nie mam.
Porywacze chcieli mnie przekonać, żebym zaczął pracować w ministerstwie w charakterze ich człowieka...i dążyć do zupełnego usunięcia mugolaków ze szkół...nonsens. W każdym razie mieli bardzo dalekosiężne plany. Nie zgodziłem się...co chyba ich zdziwiło, dużo obiecywali.... Na początku nie byli agresywni, podali nam jedzenie i kazali wszystko przemyśleć...Tylko, że po tygodniu chyba zaczęli się niecierpliwić. Zaczęły się groźby, mówili że nas zabiją, że musimy się zgodzić, że podstawią za nas sobowtóry. Hiacynta ciężko to znosiła... Potem nas ogłuszyli i oślepili. Oczywiście odebrano nam różdżki, wspominałem o tym?
Momentem krytycznym było to jak zaczęli grozić Hiacyncie. Mówili że ona nie jest potrzebna, że mnie wypuszczą a ją zostawią jako zakładniczkę. Musiałem zacząć działać. Niestety pierwsza próba ucieczki była zupełnym niepowodzeniem.
PR: Porywacze musieli być wściekli.
CS: Taak...wydaje mi się, że ich plany też nie do końca szły po ich myśli. Mieli przecież zamiar znacznie wpłynąć na ministerstwo, a moje zaginiecie wcale nie przyniosło oczekiwanych rezultatów.
Wtedy...zabrali Hiacyntę na tortury....(dłuższa cisza). Nie wiem czy kiedykolwiek czułem podobną wściekłość i bezradność.
PR: W takim razie użyto przeciwko pana żonie zaklęcia niewybaczalnego?
CS: Tak, kilkukrotnie i nie tylko w stosunku do niej. Wydaje mi się na na początku mieli duże opory przed użyciem czarnej magii...ale jednak zrobili to. Wiem że padło zaklęcie uśmiercające, całe szczęście chybione.
PR: Czy to wtedy gdy udało wam się uciec?
CS: Tak...To chyba chyba ostatnia szansa na ratunek. Nie chce opisywać wszystkiego w szczegółach.... właściwie to tę części widzę jak przez mgłę.... Pomagałem biec żonie, bo była bardzo osłabiona... kiedy udało nam się wydostać z piwnicy uciekaliśmy kawałek lasem żeby móc bezpiecznie się teleportować.
PR: ...Faktycznie traumatyczna historia. Jak zareagowała rodzina i jak przebiegało śledztwo?
CS: Wszyscy pytali czy porywaczami byli śmierciozercy...czy chodziło o politykę czy może o pieniądze. Wtedy myślałem tylko o tym jakie mamy szczęście, że udało się nam wrócić do domu. Najchętniej zamknąłbym się wtedy w czterech ścianach... Niestety trzeba było zabrać głos. Hiacynta potrzebowała wsparcia rodziny dużo bardziej ode mnie...był to okres Bożego Narodzenia i mieliśmy okazje spotkać się z córką.
Istniało zagrożenie, że ktoś będzie nas szukał albo przygotowywał zemstę, teraz to zagrożenie  niby minęło, tak przynajmniej uspokaja nas ministerstwo...ale nie zniknęło zupełnie.
Trzeba było jednak zabrać głos, nie chciałem robić z tego sensacji, więc dałem pracować ministerstwu, aurorom i Brygadzie Uderzeniowej. Złożyłem obszerne zeznania. Powiedziano mi wtedy, że w okolicy Glen Coe zdarzały się wypadki z udziałem czarodziejów i mugoli. Nie wiem, czemu nikt wcześniej nie reagował (wzdycha).
PR: Jakie "wypadki" ma pan na myśli?
CS: Kilka dni przed naszym porwaniem doszło tam do zajścia z użyciem czarów, więcej nie wiem. Niestety do tej pory nie ustalono gdzie nas przetrzymywano, który był to dom, jaka piwnica. Byłem zapewniany że śledztwo nie zostanie przerwane. Niestety w zaistniałej sytuacji nie można pociągnąć nikogo do odpowiedzialności. Nie chcemy jednak by ci czarodzieje czuli się bezkarni. Każdy jest w obowiązku udzielenia informacji jeśli takowe posiada
Jest to sprawa ogromnej wagi, ponieważ moje porwanie było niejakim zamachem na ministerstwo, chęcią wpłynięcia na jego decyzje siłą oraz próbą wprowadzenia do niego szpiega. Kolejnym zarzutem jest użycie zaklęć niewybaczalnych. Tym ludziom grożą bardzo poważne konsekwencje.
PR: Na jakim etapie jest w takim razie śledztwo?
CS: Niestety ale nie jestem informowany o wszystkim. Jest pewnie krąg osób podejrzewanych, ale według mnie nie znajdują się tam osoby winne.
PR: Czyli jednak podejrzewa pan kogoś konkretnego
CS: Nie, nic z tych rzeczy, po prostu miałem okazję zapoznać się z historiami tych osób i odnoszę wrażenie, że nikt z nich nie jest faktycznym sprawcą. To wyłącznie moja subiektywna ocena. Trzeba dać pracować ministerstwu i, powtórzę się, oczywiście informować je o wszelkich rzeczach, mogących przyczynić się do znalezienia sprawców.
PR: Uważa pan że sprawcami mogli być Strażnicy Czystej Krwi?
CS: Mało wiem na temat tego ugrupowania, nie mogę niczego stwierdzić. Z tego co pamiętam ich działalność na wyspach jest raczej spekulacją niż potwierdzonym faktem.
PR: A więc Śmierciożercy?
CS: (wzdycha) Tego też nie mam na myśli. Możliwe że to nowa grupa lub pojedyncze osoby, fanatycy, nie wiem. Prawdopodobnym wydaje się, że pracowali na własną rękę, bo ich poczynania były dość.. niepewne. Osobiście wątpię by było to zlecenie, ale nie wykluczamy niczego.
PR: Uważa pan się szczególnie zagrożony? Martwi się pan o rodzinę?
CS: Oczywiście, że się martwię, ale myślę, że nie jestem w większym niebezpieczeństwie niż każdy czarodziej o tolerancyjnych poglądach. Teraz na pewno będę bardziej czujny i podejrzliwy, więc wolę ostrzec innych.
Sporo porywaczom zależało na wpłyniecie na Ministerstwo Magii i Hogwart, sądzę, że pracownicy obu placówek powinni być bardziej uważni. Wszyscy jesteśmy w niebezpieczeństwie. Ktoś, gdzieś planuje teraz jak najskuteczniej wpłynąć na nas, w jaki sposób podkreślić różnice między czarodziejami.
PR: Czy nie wysuwa pan zbyt pochopnych wniosków...? Czy nie jest to już sianie paniki.
CS: Myślę, że mówiłbyś coś innego po dwóch miesiącach spędzonych w czyjejś piwnicy. Uważam, że społeczeństwo czarodziejów nie jest tak bezpieczne jak może mu się wydawać.
PR: Serdecznie dziękuje za rozmowe. Z pewności da wiele do myślenia naszym czytelnikom.
Christopher Selwyn: Również dziękuję.

     Jak widać sprawa zaginięcia Selwynów oraz mugoloznawstwa w Hogwarcie są ze sobą powiązane. Śledztwo wciąż trwa, a Ministerstwo apeluje by każdy kto posiada jakiekolwiek informacje lub podejrzenia związane ze sprawą MUSI jak najszybciej przekazać je wyższemu szczeblowi. Najwyraźniej całe zdarzenie traktowane jest bardzo poważnie. Może to sugerować, że faktycznie istnieje pewne zagrożenie, ale prawdopodobnie takie samo jak do tej pory... Szanse na to, że zostaniemy porwani przez Śmierciożeróców są jak to, że Armaty z Chudley'a wygraja mistrzostwa ligi lub, że w Anglii zamiast na miotłach czarodzieje zaczną latać na dywanach.